Wireheading, Faith Healing i dlaczego efekt placebo jest najważniejszą rzeczą na świecie

Gdybyś mógł przełączyć przełącznik i doświadczyć więcej przyjemności niż kiedykolwiek w całym swoim życiu - zrobiłbyś to?

Co jeśli ten przełącznik sprawi, że poczujesz się niesamowicie szczęśliwy i radosny? Co jeśli sprawi, że poczujesz się zadowolony i odniesiesz sukces, osiągniesz sukces i jesteś kreatywny? Co jeśli ten przełącznik sprawi, że poczujesz się kochany?

Trudno byłoby się oprzeć przerzuceniu tego przełącznika, prawie z definicji. Jesteśmy gotowi szukać przyjemności - Pomyśl tylko, jak trudno jest odrzucić ulubioną przepyszną przekąskę. Oczywiście ciężko pracujemy, aby zrównoważyć nasze poszukiwanie przyjemności z innymi formami satysfakcji. Promotorzy diety próbują sprzedać nas z poczuciem satysfakcji, zwycięstwa lub zaimponowania naszym rówieśnikom. Ale co, jeśli wszystkie te uczucia byłyby również dostępne za jednym naciśnięciem przełącznika?

Czy możemy się oprzeć włączeniu?

A co ważniejsze, czy po włączeniu tego przełącznika kiedykolwiek go wyłączymy?

To właśnie możemy nazwać problemem Wireheading i jest to rodzaj pytania, które utrzymuje futurystów w nocy. Wiemy już, że drut wszczepiony w mózg może wywołać intensywne uczucie szczęścia, przyjemności, a nawet duchowości. W dzisiejszych czasach nie musi to być nawet drut - wystarczy założyć hełm i poczuć jedność ze wszystkim.

W końcu technologia ta trafi do kiosków w lokalnym centrum handlowym - a następnie do prywatności Twojego domu. W miarę jak technologia ta staje się lepsza, bardziej wszechobecna i coraz bardziej precyzyjna, co nas powstrzyma przed zniknięciem w świecie wyjątkowego szczęścia?

Jak długo przyszłe pokolenia będą w stanie uniknąć pokusy zwarcia mózgów - a tym samym doprowadzą do końca rasy ludzkiej?

Właściwie już dziś zmagamy się z początkowymi etapami tego problemu. Niedawno przeczytałem powieść Fiend, o apokalipsie zombie, w której jedynymi, którzy przeżyli, są uzależnieni od met. Książka jest napisana w pierwszej osobie, a główny bohater w kółko opisuje uczucie strzelania w niesamowicie poetyckiej i pięknej prozie. Gdy czytałem książkę, przyszło mi do głowy, że autor pisze z doświadczenia - i na pewno, kiedy go spojrzałem, odkryłem, że sam był uzależniony od metamfetaminy.

To, co usłyszałem w jego prozie, było smutkiem i tęsknotą za tym doświadczeniem, na które nie mógł sobie pozwolić. Nawet wiedząc, że to doświadczenie wywoływało głęboką brzydotę w sobie i otaczającym go świecie, dla niego samo to doświadczenie było głębokim pięknem.

Jak już tego spróbujesz, jak sobie pójdziesz?

Jest to dziś problem dla narkomanów, ale w przyszłości będzie on znacznie bardziej problematyczny. Wireheading obiecuje (grozi?), Że będzie w stanie dostarczyć wszystko, co jest dostarczane przez narkotyki, ale usunie wszelkie poczucie wyrzutów sumienia, winy lub żalu, które się z tym wiążą.

Jeśli głęboko się nad tym zastanowisz, zdaję sobie sprawę, że nie ma niezawodnego wyjścia. Możesz uniknąć zejścia tą drogą, ale kiedy tam będziesz, jak uciekniesz? A w jaki sposób jesteś wystarczająco silny, aby nigdy nie zanurzyć palca w tych wodach? Jak żyjesz przez całe życie i nie masz chwili słabości, kiedy jesteś skłonny uruchomić tę pętlę sprzężenia zwrotnego do niezmierzonej błogości?

W tej chwili jesteśmy ograniczeni przez wiele czynników. Narkotyki są w rzeczywistości trudne w użyciu, nie dają wiarygodnych wyników i wywołują różnego rodzaju negatywne odczucia. Wireheading obiecuje usunąć wszystkie negatywne skutki uboczne, uzyskać znacznie więcej wyników niż jakikolwiek inny lek, jaki do tej pory zrobił, i wywołać dobre uczucia tak łatwo, jak naciśnięcie przełącznika.

Zakładając, że chcemy uniknąć upadku ludzkości w ogniu błogiego uzależnienia, jakie jest rozwiązanie?

Myślę, że jest tylko jedna odpowiedź: musimy pozwolić komuś innemu kontrolować zmianę.

Z definicji nie będziemy w stanie podejmować dobrych decyzji samokontroli od wewnątrz. Wszystko, czego możesz użyć, aby oprzeć się pragnieniu włączenia szczęścia, stanie się motorem twojego upadku. Chcesz samokontroli? Możesz poczuć się, jakbyś ćwiczył samokontrolę za pomocą jednego naciśnięcia przełącznika. Pragniesz dobrego samopoczucia innych? Możesz poczuć się, jakbyś zapewnił im dobre samopoczucie za pomocą jednego naciśnięcia przełącznika.

Jeśli więc nic wewnętrznego nie zadziała, potrzebujemy czegoś zewnętrznego.

Można powiedzieć, że powinniśmy po prostu trwale zakazać tej technologii. Ale łatwiej to powiedzieć niż zrobić. Większość silnych narkotyków jest nielegalna, a jednak wciąż produkujemy je do ich pomocnych zastosowań medycznych. Nie jesteśmy skłonni do całkowitego ich rezygnacji i nie bez powodu - właściwie stosowane, te leki mogą przynieść wiele korzyści i ulżyć wielu niepotrzebnym cierpieniom.

To samo dotyczy technologii, które umożliwią tworzenie nagłówków. Będzie dla nich wiele dobrych zastosowań, których społeczeństwo nie będzie chciało porzucić. Musimy więc znaleźć sposób na przeniesienie kontroli nad tymi technologiami z jednostki na społeczeństwo zewnętrzne.

Nasze podejście do narkotyków ilustruje jeden ze sposobów radzenia sobie z tym. Pozwalamy na ich wydawanie wyłącznie przez wykwalifikowanych pracowników medycznych, którzy określają właściwe dawki i czas.

Ale są też inne możliwości. Być może będziemy chcieli dać naszym rodzinom, naszym kościołom, naszym społecznościom coś w rodzaju „nadrzędności” - zdolność do wskakiwania i wyrwania nas z niekontrolowanego procesu błogości.

Być może nasz los zależeć będzie od tego, jakim grupom dajemy to.

Ale w jakiś sposób lub dla mnie jest jasne, że będziemy musieli mieć „przełącznik” umieszczony na zewnątrz - tam, gdzie sami nie możemy do niego dotrzeć. Pewna ilość przyjemności i trochę bólu musi być na stałe poza naszą kontrolą, w przeciwnym razie jesteśmy skazani na zagładę.

Interesuje mnie zatem to, że tak właśnie zrobiła Matka Natura.

Ostatnio dużo myślałem i czytałem o efekcie placebo. Mamy tendencję do myślenia, że ​​„efekt placebo” oznacza, że ​​coś naprawdę nie działa - ale to całkowicie wstecz. Efekt placebo w rzeczywistości oznacza, że ​​coś działa, kiedy się tego spodziewaliśmy.

Typowym przykładem są pigułki cukrowe. Lekarz podaje pacjentowi pigułki cukrowe, a pacjent, myśląc, że jest leczniczy, wraca do zdrowia.

W tym przykładzie zdajemy sobie sprawę, że to nie pigułki wyleczyły pacjenta - to coś w nich. Być może jest to ich pragnienie powrotu do zdrowia lub ich przekonanie, że mają lekarstwo lub ich zaufanie do lekarza. W jakiś sposób wykorzystali ukryty potencjał gojenia dzięki temu leczeniu placebo.

Ludzie religijni mają na to termin. Nazywamy to „uzdrawianiem wiary”. I pojawia się na prawie każdym badaniu medycznym w historii.

Ale efekt placebo może stać się jeszcze bardziej dziwaczny. Czasami pacjent wie, że otrzymują pigułki cukrowe, i wciąż jest coraz lepiej.

Efekt placebo ma również ciemną stronę: jego odwrotność, efekt nocebo. Zamiast otrzymywać pigułki cukrowe przeznaczone jako leki, pacjenci ci otrzymują pigułki cukrowe przeznaczone jako trucizny. I stają się gorzej.

Ludzie religijni też mają na to określenie. To się nazywa przekleństwo.

Aby nie pomyśleć, że prowadzę cię tutaj do całego świata przesądów, pozwól mi zaznaczyć, że nie twierdzę, że ciemne duchy wyłaniają się z lasu, aby wprowadzić przekleństwa wobec niczego niepodejrzewającej populacji.

Mówię, że mamy medycznie wykazane zjawisko, w którym ludzie wydają się leczyć lub zatruwać się na mocy wydawanych z zewnątrz poleceń.

Wydaje się prawdopodobne, że ludzki mózg jest w stanie znacznie więcej niż widzimy regularnie. Stany przepływu i sytuacje ekstremalne ujawniają możliwości, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia; doświadczenia z pogranicza śmierci wykazują szerszy zakres stanów mentalnych niż zwykle.

Fizyk David Deutsch mówi nam, że ludzki mózg jest uniwersalny - że jest fizycznie zdolny do rozwiązania każdego rodzaju problemu, który można rozwiązać w naszym wszechświecie, że może uruchomić dowolny opisany algorytm, że może wymyślić, jak zbudować wszystko, co można zbudować. Nie oznacza to, że dana osoba może teraz robić wszystkie te rzeczy, ale oznacza to, że mając wystarczająco dużo czasu i pragnienia, każdy skończony projekt jest możliwy do zrealizowania.

Co więcej, oznacza to, że ludzki mózg może przyjąć dowolną konfigurację - i że wszystko w ludzkim doświadczeniu stanowi niewielką część tego, co może zrobić nasz mózg.

Jedną z rzeczy, które wiemy, że mózg może zrobić, jest wytwarzanie silnych leków. Ta zdolność do produkcji narkotyków jest potrzebna regularnie, ponieważ mózg budzi nas, kładzie nas do snu, zwiększa czujność, uspokaja, karze, gdy się popsujemy, i nagradza za dobrze wykonaną pracę.

Wiele narkotyków syntetycznych działa po prostu przechwytując system produkcji narkotyków w mózgu i zmuszając go do wypluwania narkotyków, gdy inaczej by tego nie zrobił.

Dla wielu osób oznacza to coś sprzecznego z intuicją: mózg stale kontroluje i tłumi wiele własnych możliwości. To, że mózg może coś zrobić, nie oznacza, że ​​zdolność jest pod naszą świadomą kontrolą.

W rzeczywistości tej zdolności możemy odmówić świadomym umysłom. Większość z nas nie może po prostu wybrać się w psychodeliczny trans lub przejść od smutku do skrajnej euforii. Są to oczywiście rzeczy, do których nasze mózgi są zdolne, a jednak są to rzeczy, które wymagają dużo pracy lub bodźców zewnętrznych, aby osiągnąć.

Przyczyna tego wydaje się dość prosta: mózg potrzebuje sposobów skorelowania dobrych stanów wewnętrznych z dobrymi stanami zewnętrznymi. Innymi słowy, jeśli ma przetrwać bardzo długo, mózg musi zmusić nas do pracy dla naszych nagród.

Najprostszym przykładem jest jedzenie. Dla większości ludzi jedzenie jest niezwykle przyjemne i nie bez powodu: historycznie jest to dobry mechanizm przetrwania. Jeśli jesz, twój mózg wie, że może przetrwać kolejny dzień, i nagradza cię na krótko, włączając ośrodki przyjemności.

Gdyby twój świadomy umysł mógł po prostu włączyć dowolne centra przyjemności, możesz stracić zainteresowanie jedzeniem, a ostatecznie twój mózg umarłby. Ponieważ nie chce umrzeć, twój mózg jest bardzo zainteresowany utrzymywaniem ścisłej kontroli nad tym, kto może włączyć ośrodki przyjemności.

Podobnie jak lekarz z zamkniętą szafką na leki, mózg ściśle kontroluje, kto może wydawać leki.

Przy wszystkich swoich ogromnych mocach i zdolnościach, z głęboką zdolnością do samodzielnej modyfikacji i przeprogramowywania, wydaje się prawdopodobne, że dawno temu mózg sam miał problem z podsłuchem.

Zajęłoby się tym na wiele sposobów, niemal tak różnorodnych jak sam mózg - ustanowienie ścisłych kontroli wewnętrznych, kontroli i równowagi, rozdziału mocy i tak dalej.

Ale ostatecznie potrzebował przełącznika odpornego na uszkodzenia. I jedynym sposobem na uzyskanie tego było umieszczenie przełącznika na zewnątrz.

Ten przełącznik pełniłby określoną funkcję. Podczas gdy wiele leków i zasobów było dostępnych dla różnych systemów w mózgu, pewna ich część byłaby zamknięta i niedostępna. W ten sposób wewnętrzne systemy byłyby zabezpieczone przed przetaktowywaniem.

Ale w skrajnych przypadkach mogą potrzebować więcej soku i będą musieli poprosić o dostęp do rezerw awaryjnych. I zostaną odrzucone. Chyba że zewnętrzny przełącznik był włączony.

Ten zewnętrzny przełącznik był najlepszą obroną przed nałogiem. Musiałby zostać umieszczony w większej społeczności - najprawdopodobniej w rękach zaufanych członków, którzy mieli dobry wgląd w to, czy dana osoba kręci się w kierunku samozagłady, czy też pracuje nad produktywnością.

Jeśli te zaufane głosy zewnętrzne „podpiszą się” na żądanie, mózg może odblokować swoje zasoby i zabrać się do pracy. Jeśli nie podpiszą się, mózg będzie trzymał zamknięte dodatkowe zasoby. A jeśli sprawy zaszły już za daleko, te zaufane głosy zewnętrzne mogą sygnalizować wykonanie nadzwyczajnych środków karnych w celu ograniczenia niekontrolowanych procesów i przywrócenia porządku.

Ludzie są istotami społecznymi i przez większą część naszej historii nasze przetrwanie nie zależało tak bardzo od naszego lokalnego plemienia, jak i społeczności.

Jednym ze sposobów myślenia na ten temat jest sprawdzenie, jak wiele z naszych zachowań i samopoczucia jest zapośredniczonych przez innych ludzi. Poczucie własnej wartości, duma, honor, godność, zaufanie, moralność, prawda - wszystkie te rzeczy doświadczamy do pewnego stopnia oczami innych.

Nie sądzę więc, by przesada mówiła, że ​​szczęście jest projektem społecznym.

I to ma sens. Aby przetrwać, musieliśmy dobrze żyć w społecznościach. Musieliśmy opracować głębokie wewnętrzne systemy koordynacji i współpracy. Musieliśmy zmierzyć się z tym, jak dobrze radziła sobie społeczność i ile wnieśliśmy wkład w społeczność.

Oznaczało to oddanie wielu wpływów na nasze stany wewnętrzne w ręce innych.

Sugeruję, że ten wpływ rozciąga się nawet na życie i śmierć.

Starożytne błogosławieństwa i przekleństwa nie były przesądnymi bzdurami - były sygnałami społecznymi, które utrzymywały dobrze regulowane społeczeństwo. I najprawdopodobniej miały potężne efekty, potencjalnie umożliwiając ogromne możliwości w obrębie poszczególnych osób lub dramatycznie je wyłączając.

Efekt placebo może być tylko wierzchołkiem góry lodowej. Warto jednak zauważyć, że kiedy ją widzimy, zwykle kojarzy się z ludźmi, których społeczeństwo postrzega jako autorytety (lekarze) i mechanizmy, którym nasze społeczeństwo przypisuje ogromną siłę symboliczną (pigułki i leki).

W naszym szybko zmieniającym się społeczeństwie zaufanie i siła społeczna są rozdzielane znacznie inaczej niż w świecie naszych przodków. Być może jeszcze nie ustaliliśmy, gdzie zostawiliśmy „klucze”, że tak powiem. Być może nie wiemy jeszcze, kto może sprawować tę moc najskuteczniej.

Ale może zamiast obejść takie rzeczy, jak efekt placebo, społeczeństwo przyszłości powinno szukać sposobów na jak największe jego wzmocnienie.

Jeśli podoba Ci się ten esej, proszę go polecić! Subskrybuj mój osobisty biuletyn, aby poznawać technologię, religię i przyszłość ludzkości.